Teatr Snów


Psychoterapia / piątek, 27 marca, 2020

Tekst powstał w czasie, kiedy prowadziliśmy cotygodniowe zajęcia pracy ze snami i jest opisem tej niecodziennej formy kontaktowania się z nieświadomością. Obecnie nie prowadzimy zajęć “Teatru Snów”, ale podobnie, do tego, co opisane w tekście pracujemy ze snami indywidualnie.

Autor artykułu: Grzegorz Zieliński

 Czym jest sen?

Sen jest mapą, drogowskazem zachodzących w nas procesów psychicznych. Niesie w sobie sygnały nowych wzorców zachowań i pokazuje, co stoi na przeszkodzie, żeby móc je realizować w życiu. Wskazuje na to, co aktualnie w naszym życiu zaczyna stawać się ważne i co powinniśmy zmienić. Od pradawnych czasów ludzie w różnych kulturach czerpali ze snów wiedzę o świecie, o potrzebnych zmianach chcących dokonać się w ich życiu. Różne społeczności posiadały swoje Teatry Snów. Sen zawsze odgrywał znaczącą rolę dla ludzi żyjących w harmonii z naturą.

Dzisiaj naszym Teatrem pragniemy zbliżyć się do bogatego świata snów, uczyć się wydobywania na światło dzienne prawd, jakie opowiadają o nas nasze sny.

Teatr Snów to fizyczne miejsce – jest nim ośrodek psychoterapeutyczny POZA CENTRUM, ale jest to też miejsce w naszej wyobraźni, gdzieś pomiędzy światem dnia i światem nocy. Spotykamy się w grupie do 12 osób. Grupę prowadzi dwoje psychoterapeutów z ośrodka. Na początku zajęć opowiadamy sny. To jest wspaniała zabawa, ale żeby dzielić się historiami, które przyprawiają nas o mocniejsze bicie serca, trzeba też odwagi.
Opowiadanie snów to zaledwie preludium, budujące atmosferę niesamowitości, a zarazem otwartości i zaufania. Po tym następuje już właściwe przedstawienie. Spośród ochotników wybieramy jedną osobę, której sen posłuży nam do odegrania krótkiego przedstawienia. Śniący jest kimś w rodzaju reżysera – opowiada swój sen, a prowadzący pomagają wyodrębnić z niego figury senne, role. Dla osób nie zaznajomionych z pracą z procesem zaskoczeniem jest to, że można zagrać wirujące żelazko, albo starą stodołę pachnącą drewnem. Zagrać można wszystko, zakładając, że nie przejmujemy się przesadnie sobą ani tym, co robimy. Więc kiedy na twarzach naszych aktorów pojawiają się wypieki i zakłopotanie, mówimy: “Pamiętaj, że to jest teatr. To tylko zabawa i przede wszystkim – nie musisz tego robić. Jeżeli nie chcesz, poproś kogoś innego, albo jednego z prowadzących – zrobi to za ciebie, a ty tylko popatrzysz i powiesz, czy o to chodzi”. W dalszej części akcji śniący (czyli osoba, której przyśnił się ten sen) nie tylko reżyseruje, ale sam zaczyna odgrywać role. Cudze sny wciągają nas i zmieniają nasze samopoczucie. Potrafimy wcielać się w niesamowite postacie ze snu nieznanej wcześniej osoby. Postacią ze snu może być wszystko, co się przyśniło, a zatem niekoniecznie osoba, ale też rzecz, nastrój, kolor czy wrażenie.

Według teorii pracy z procesem sny są jednym z poziomów doświadczania życia, na którym wyrażają się relacje pomiędzy postaciami, archetypami, kompleksami, rolami. Historie te są w przestrzeni, czy się nam to podoba czy nie, i dążą do tego, żeby się wyrazić.

Sny oprócz indywidualnego charakteru posiadają wymiar ponadjednostkowy, wydarzają się wokół nas i naprawdę mogą użyć kogoś, żeby się dopełnić. I właśnie dlatego chcemy pracować ze snami w grupie – żeby nie być ofiarami tego, co od nas większe, a w teatr życia wchodzić z uwagą i świadomością. I pośmiać się trochę przed obliczem nieznanego.

Z własnego doświadczenia wiemy, że sen sam zaczyna organizować codzienne sytuacje. Na tych zajęciach tylko mu w tym pomagamy. W Teatrze Snów próbujemy albo dośnić sen, czyli to, co mogłoby wydarzyć się dalej, albo zatrzymujemy się nad najbardziej niesamowitym elementem marzenia sennego. Pracujemy nad tym, co się wtedy działo. Próbujemy odkryć informację zawartą w tej sytuacji.

Oto mała próbka tego, co się dzieje w Teatrze Snów. Wyobraź sobie, że jesteś na naszym spotkaniu. Dzisiaj zagramy mój sen.

Śni mi się wirująca płyta kompaktowa. Nagle płyta zacina się i z mechanizmu odtwarzającego dobiega przeraźliwy zgrzyt. Brrr, jest naprawdę okropny, aż czuję mrowienie na plecach! Spróbujemy teraz chwilę nad tym popracować! Zapraszamy do Teatru! Najpierw zobaczmy, kto dzisiaj występuje. Jest wirująca płyta. Mamy mechanizm odtwarzający i jest zacięcie się płyty oraz zgrzyt. Chcę, żeby ktoś był wirującym kompaktem, a ja będę mechanizmem, który ma wydać z siebie przeraźliwy zgrzyt. Spróbuję wam opisać, jaki to zgrzyt. Jest naprawdę rozdzierający. Jak go zagrać? Muszę się trochę skulić do środka wciągając powietrze płytko do płuc, a potem nieco się rozprężyć wydając pisk przez zaciśnięte zęby.

Szkoda, że nie możecie tego usłyszeć i zobaczyć, ale spróbujcie chociaż trochę to zrobić sami! Kiedy tak piszczę, zauważam w sobie chęć, żeby się obracać. Waham się. W takiej sytuacji na zajęciach prowadzący powinien zauważyć moje wahanie. Prosi mnie, żebym na chwilę przestał piszczeć i powiedział, co się stało w chwili, kiedy się zawahałem. Mówię, że nagle zapragnąłem się obracać, a on zachęca mnie, żebym jednocześnie piszczał i kręcił się. Wiruję! Ja wiruję! Pytam się siebie, jak to jest tak wirować? Trochę kręci mi się w głowie, ale jest to płynne wirowanie. Zauważam jednak, że to nie ja wiruję, ale obraca mną mechanizm odtwarzacza. Jak to zagrać? Proszę inne osoby, żeby zaczęły wirować wokół mnie. Ja obracam się w środku, a one biegając dookoła wprawiają mnie w ruch. Czuję się ośmielony i zauważam, że pojawia się we mnie melodia. Prowadzący zachęca mnie, żebym zanucił tę melodię. Wstydzę się, ale zbieram się na odwagę i zaczynam nucić. Aha! To już nie jest melodia, ale jakaś piosenka. Wstyd nie pozwala mi zaśpiewać jej na głos, ale powiem wam, że jest ona o tym, iż nastroje w życiu się zmieniają i nawet miłość jest niestała. Piosenka mówi mi, żebym się nie przejmował i chciał żyć dla siebie. Czuję się zadowolony, jednak pojawia się we mnie smutek. To znak, że czas zmienić miejsce na scenie. Teraz ty zanuć moją piosenkę, a ja będę mechanizmem odtwarzacza. Zobaczymy, co się stanie i co tak zgrzyta i zacina się we mnie. Świetnie, bardzo dobrze ci to idzie! Już wiem! Chcę zgrzytnąć na to, co robisz. Uważam, że jesteś za bardzo skupiona na sobie, że chcesz, żeby to inni tobą obracali i to od nich uzależniasz to, co robisz. Chcę, żebyś okazała swoją zależność, pokazała mi, co dla ciebie znaczę. Musisz być zapisana, czyli mówić do mnie, żebym ja mógł cię odczytać. Nie podoba mi się twój optymizm w piosence, za którym stoi lekceważenie mnie. Jeżeli naprawdę zależy ci na ludziach, czas żebyś im to okazała!

W  tym momencie dochodzimy do podstawowej opozycji pomiędzy postaciami z naszego snu. Jest ktoś, kto polega tylko na sobie, a na ludzi reaguje, ale sam nie inicjuje relacji, nie mówi pierwszy o uczuciach. Jest też ktoś, kto uważa, że relacje polegają właśnie na zależności. Czy domyślilibyście się, że o to mogło chodzić?!!

Chciałbym się w tym miejscu zatrzymać. Przedstawienie dobiega już końca. Dobrze jest, żebym teraz zadał sobie pytanie, jakim jest mi łatwiej być – niezależnym czy zależnym. Jest to istotne, ponieważ sen pokazuje nam taką część nas samych, która jest niedopuszczona do głosu przez świadomość. Będzie to ta postać ze snu, którą trudniej było mi zagrać – z którą się nie utożsamiam. Marzenie senne uczy i sygnalizuje, że powinienem zacząć zachowywać się inaczej niż dotychczas. Pora zatem, abym zastanowił się, czy w mojej relacji z partnerem lub być może w znajomości z kimś z pracy nie powinienem zacząć postępować tak, jak uczy mnie tego piosenka – skontaktować się z tą strona mnie, która jest dla mnie teraz bardziej niedostępna i nieuświadomiona, bo przecież ja sam nie uważam się za niezależnego. Jeżeli tak jest, to ostatnie pytanie: czy decyduję się, żeby zrobić coś niezależnie, polegając wyłącznie na sobie, czy też nie. To ważna decyzja – w ten sposób jestem odpowiedzialny za to, co robię.

Kurtyna opada. Dziękujemy ci, drogi aktorze. Jeszcze kręci mi się lekko w głowie. Możliwości zakończenia tej i każdej innej sceny jest tak wiele, jak wielu jest śniących. Nawet u jednej osoby proces może się zmieniać z chwili na chwilę. Naszym zamierzeniem jest wnoszenie uwagi w obecne wydarzenia, docenienie znaczenia snów, ich praktycznej strony. Aborygeni w Australii mają ścieżki snów, my mamy Teatr Snów.